niedziela, 06 września 2009
Reklamacje
Z reklamacjami sobie radzę, potrafię, znam swoje prawa jako konsument. Zastanawia mnie jednak, dlaczego wciąż muszę coś reklamować? Czy chodzi o to, żebym nie wyszła z wprawy? Czy po prostu rynek jest nasycony bublami? W trakcie ostatniego remontu firma od drzwi zamówiła mi niewłaściwe ościeżnice. Wąskie. Oczywiście początkowo próbowali delikatnie przerzucić winę na mnie - bo nie podałam szerokości muru - jednak dowodem na ich niedopatrzenie są nasze maile, w których co najmniej dwukrotnie pytałam, jakie wymiary mam im podać do zamówienia ościeżnic. Otóż dwukrotnie mnie poinformowano, iż potrzebna jest szerokość drzwi i kierunek ich otwierania. O szerokości muru nikt się nie zająknął. Ja nie muszę się znać, od tego są fachowcy, do których się zwracam. Musiałam wprawdzie napisać oficjalnie pismo, by firma jednak postanowiła reklamować ościeżnice (nie na mój koszt, jak chciano początkowo), ale reklamacja będzie załatwiona. Dalej, kiedy po malowaniu postanowiłam upiększyć salon obrazem, tak zwanym tryptykiem, nabytym drogą kupna poprzez popularny serwis Alledrogo (tfu, Allegro), po rozpakowaniu przesyłki okazało się, że obraz jest źle nałożony na ramę, w wyniku czego żaglówce, będącej sednem tegoż tryptyku, ucięto top masztu. Może dla kogoś top masztu to pikuś, ale ja lubię łajbę mieć w całości czy to na wodzie, czy na obrazie.Reklamację uznano natychmiast, no ale muszę ten odesłać, poczekać na nowy... mając chwilowo na ścianie puste gwoździe. Cóż, trudno, bywa. O tym, że ostatnio w jednym z popularnych sklepów odzieżowych kupiłam bluzkę z dziurką, to już nie wspominam, bo mała jest... a ja sama sobie w sumie winna, bo mogłam dokładniej bluzkę oglądać w sklepie. Tylko że natykam się na takie kwiatki niemal co chwilę i już sama nie wiem, czy mam pecha, czy żyjemy w bublolandii.
niedziela, 30 sierpnia 2009
A remont się ciągnie... jak makaron
Jak to w "Wojnie domowej" młodzież śpiewała o codzienności, tak ja mogę o remoncie. Planowany był na lipiec... Mamy koniec sierpnia i... końca (remontu) nie widać. Jak dobrze pójdzie, to skończy się w połowie października. Drugiej połowie. Albowiem zamówiono niewłaściwe ościeżnice, na nowe przyjdzie czekać około 6 tygodni, zatem niby wszystko zrobione, ale futryny - pierwotny powód remontu - straszą. U Młodego w ogóle nie ma drzwi, bo tamta futryna została już zerwana. Nawet nie miałam kiedy zrobić zdjęcia sufitu u Młodego, mimo, że aparat już odnalazłam ![]() Ale zrobię. A za dwa dni szkoła... Młody nie ma spodni na rozpoczęcie roku. Chyba właściwie prawie w ogóle nie ma spodni. Jakoś się skurczyły przez te wakacje...
środa, 12 sierpnia 2009
Dzień, w którym pękł... sufit :)
Tym razem nie pękło niebo, jak w piosence Dżemu - tym razem "pękł" sufit i niebo ukazał U Młodego w pokoju Mariusz AZW domalował drugi element, korelujący z "rozdarciem" ściany. ------------------- Wstawię tu zdjęcie sufitu, jak odgrzebię gdzieś spod folii kabelek do aparatu ;) ------------------------------------ Remont poza tym sięgnął zenitu, moja wytrzymałość na bajzel i niedogodności także. Cały salon i kuchnię mam spowite folią malarską. Jestem głodna, bo lodówka też zafoliowana, Młody dziś żywi się kanapkami i jest zachwycony taką odmianą. Ja kanapek nie jem, bo jestem na diecie i chleba nie tykam. Na szczęście mam dostęp do czajnika i kawy i na szczęście w pokoju Młodego nie ma bajzlu, jest tylko kilka naszych rzeczy, wstawionych na przechowanie. Jeśli to się jutro nie skończy, zacznę wrzeszczeć. Cieszę się, że posłuchałam porad kilku osób w sprawie farby i zainwestowałam w droższą, ale trwalszą. W dodatku pozwalającą na zmywanie ewentualnych zabrudzeń bez zmywania przy okazji samej farby. Pocieszam się teraz, że następny remont nie wcześniej niż za dziesięć lat, a wtedy chyba wyjadę w ciepłe kraje, w chacie zostawiając samą ekipę, która mi w tym czasie wyremontuje i jeszcze po sobie posprząta. Wrócę na gotowe i rozpakuję walizki - o! To jest plan. Aktualnie siedzę z laptopem na balkonie, bo tu jest czysto i nie ma folii. Są za to kwiaty, wszystkie z całego mieszkania - jest piękny, zielony busz. Mogłabym tu spać. A szczur mi na blogu nadal hasa, niestety. Na szczęście jego odchody są dla was niewidoczne, dzięki moderacji - tylko ja muszę to oglądać, sprzątając. Szczur jest widocznie tak wypełniony frustracją, że na odwagę cywilną już zabrakło miejsca w stworzonku i brudzi anonimowo. Cóż, widać tyle tylko jest wart, że sam się pod swoimi wypocinami wstydzi podpisać.
poniedziałek, 03 sierpnia 2009
Niespodzianka dla Młodego
Młody po powrocie z wakacji zastał odmieniony pokój, którego najważniejszym elementem stał się malunek ścienny: ![]() Efekt przedarcia przez ścianę jest tak realistyczny, że Młody sprawdzał palcem, czy nie ma potarganej ściany ![]() Autor tego dzieła jest tutaj: www.azw.com.pl Ja polecam, Młody też ![]()
czwartek, 23 lipca 2009
Ha!
Udało mi się znaleźć, dorwać, dwie paczki paneli Classen Allegro Dąb Deska Structure - czyli, jak się okazało, takie właśnie jak moje, położone trzy lata temu. Przeszło trzy. Po prostu cud, zważywszy, że Classen przestał już produkować tę kolekcję. Znalazłam je w Legionowie - przy okazji polecam InterDom, mają świetną i fachową obsługę. Wzięłam dwie paczki, choć na razie do wymiany mamy ledwie ze cztery panele - ale jakby tak Szpilka znów postanowiła jakieś zniszczyć, to nie chciałabym powtórki z rozrywki poszukiwawczej... Z farbami częściowo się poddałam i liczę na to, że efekt końcowy zbliży się do zadowalającego, oraz - w przypadku koloru u Młodego - że się przyzwyczaję. Bowiem farba, którą pomalowaliśmy Jego pokój w próbniku wyglądała spoko i łagodnie, w puszce po wymieszaniu - interesująco, natomiast na ścianie... oczojebnie, że się tak kolokwialnie wyrażę. Najważniejsze, czy się spodoba Młodemu. Ja to pikuś, jakoś się przyzwyczaję do trawy na ścianie. Jeśli jeszcze uda mi się zamierzenie namalowania na tej ścianie Zygzaka McQueena, to trawa zacznie mieć sens ![]() Dla odreagowania poleciałam wczoraj wieczorem na babskie piwko z dziewczynami z byłej pracy. Było bardzo, bardzo fajnie i zamierzamy częściej ![]() A co ja tu robię o tej porze....? Aha, wcześniej nie mogłam, bowiem reanimowałam laptopa. Zaposiadł był wirusa o personaliach dl.exe. Przebrzydłe robactwo, zawiesiło mi kompa na amen. Trzeba było w trybie awaryjnym ratować, Kaspersky'm dezynfekować i przywracać system. Ufff.
piątek, 17 lipca 2009
Wymuszona moderacja
No cóż, niestety musiałam wprowadzić moderację komentarzy. Przykro mi bardzo z tego powodu, bo niespecjalnie podoba mi się taka opcja, jednak nie było wyjścia. Na blogu zalęgły mi się szczury i trzeba tałatajstwo wyplenić, a przynajmniej sprawić, byście nie musieli oglądać ich odchodów. Mam nadzieję, że moich normalnych czytelników moderacja nie zrazi i nadal będą zostawiali tu swoje mile widziane ślady :)
niedziela, 12 lipca 2009
Kto lubi remonty?
Ja nie lubię. Nawet takich małych, jak nasz obecny. Mamy "tylko" pomalować mieszkanie, wymienić zniszczone przez kocicę panele oraz wymienić futryny drzwi w salonie i pokoju Młodego. Także dotknięte niszczycielskim działaniem futra. Primo, do odłożonej na jakikolwiek remont kwoty już na starcie dorzućcie co najmniej 30% i módlcie się, żeby wystarczyło. Rzeczywistość zawsze przerasta plany w tym zakresie. Secundo, najsprawniej zaplanowany remont ma małe szanse pójść sprawnie. Zawsze się coś spieprzy. Dopiero ruszyliśmy i już pierwszego dnia zaczęły się schody. A nie, nie, mieszkanie mamy na jednym poziomie. Nie takie schody. Schody w znaczeniu kłód rzucanych nam pod nogi, przez nie wiem co/kogo, chyba siły nieczyste albo inny pech. Panele nie pasują. Nie jesteśmy w stanie wymienić teraz całej podłogi - tym bardziej, że nie jest dzielona na pomieszczenia, nie ma progów, łączy wszystkie pokoje i przedpokój. Wymiana całej podłogi łączyłaby się z rozpirzem totalnym, rozbieraniem szaf wnękowych i chyba wyprowadzką. Nie, nie, nie. Mamy do wymiany trzy panele, nie zrujnuję chaty z tego powodu! No, ale panele nie pasują. Ani kolorem, ani rozmiarem. Aczkolwiek są łudząco podobne na oko... Panowie wykończeniowcy w papierach napisali mi "panele CLASSEN dąb deska". Cudnie. Tylko okazało się, że rodzajów "dębu deska" w Classenie jest co najmniej kilka, ale żaden z obejrzanych w Castoramie nie przypomina naszego. W OBI w ogóle nie prowadzą paneli Classena, a w Liroy Merlin Classena jako takiego mają, ale nie dąb deska. W rozpaczy wlazłam na stronę producenta, z zamiarem napisania maila błagającego o ratunek. Ale otóż na stronę główną wejść mogę, ale na podstrony już nie. Bo: "Serwer API serwisu Mapy Google odrzucił żądanie. Może to wynikać z tego, że klucz API, użyty w tej witrynie, został zarejestrowany dla innej witryny. Nowy klucz dla tej witryny można wygenerować pod adresem..." Niby po polsku napisane, polskie słowa, ale co z tego, jak dla mnie brzmi to jak indiańskie narzecze? Zanim dojdziemy do malowania, będę siwa. Mam se strzelić w łeb?
poniedziałek, 18 maja 2009
Mały wielki koci apel
Mały - bo uważam, że nas, ludzi, niewiele kosztuje takie zadbanie o to, co oswoiliśmy. Wielki - bo skala zjawiska jest ogromna i zrobienie tak drobnej w sumie rzeczy jest jednak wielką sprawą i pozwoli uniknąć wiele kociego cierpienia. O sterylizacji kotów mogłabym długo i namiętnie. Szczególnie, jeśli chodzi o kotki, bo tutaj dochodzi kwestia antykoncepcji hormonalnej, która zdaniem niektórych wystarcza i niektórym uspokaja sumienia. Nie każdy jednak wie, że prawie na pewno podawanie takiej antykoncepcji doprowadzi kocicę do ropomacicza, a wówczas albo operacja (tak czy siak - więc może lepiej zapobiegać sterylizując operacyjnie...?) albo śmierć. Tak więc mogłabym długo i namiętnie, ale jako, że jesteśmy społeczeństwem obrazkowym, to może wizualnie dotrze lepiej? ![]() P.S. Wszystkim chętnym roześlę plakat mailem do dalszego propagowania.
środa, 22 kwietnia 2009
Zmysły
Zakładamy z Niemężem siatkę na balkonie - żeby nasze koty mogły się balkonować bez ryzyka spadnięcia w pogoni za sroką na przykład. Siatka jest taka rybacka, luźna, otoczenie nią całego balkonu to nie takie hop-siup. "Zakładamy", to w naszym przypadku oznacza, że Niemąż zakłada a ja się denerwuję i wydaję polecenia. Ja: To trzeba zrobić inaczej. Najpierw musisz przepleść ten drut a dopiero potem naciągać siatkę, bo inaczej tu wyjdzie nierówno. Niemąż: Drut przeplotę później, bo teraz mi będzie przeszkadzał. J: Później będzie źle, przepleć teraz. N: Ale co ci przeszkadza, że przeplotę później? J: Będzie gorzej wyglądało. N: Kochanie, Ty nie masz zmysłu technicznego, więc pozwól mi robić po swojemu. J: Nie mam. A Ty nie masz zmysłu estetycznego. Dlatego właśnie ja mówię, jak ma być, a Ty musisz wymyślić, jak to zrobić technicznie.
sobota, 11 kwietnia 2009
:)
- Mamo, wiesz, jak Cię kocham? - No jak? - Najmocniej ze wszystkich na całym świecie, w nieskończoność! - Mój synuś... - rozpływam się. - I wiesz co, mamo? - Co? - Jesteś najpiękniejszą kobietą na świecie! ------------------- Coś w tym jest, że jak się chce trafić na idealnego mężczyznę, to trzeba go sobie urodzić ![]() |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
A tu najlepsze miejsca w sieci
Blogi znanych
Podglądam inne blogi - notorycznie
Szuflada
Zerkam tu czasem
|